Niektórzy rodzą się z celem wypisanym na ustach, inni z nim umierają. Ale ci są szczęśliwi. Najsmutniejsze jest życie ludzi, którzy celu nigdy nie znaleźli, w sobie nie odkryli, nie czuli potrzeby szukać.
Mam i miałem wielu znajomych. Podstawówka zrównuje... w Polsce Rzeczpospolitej wciąż jeszcze. Wtedy tak było: rodzina inteligencka, rodzice po studiach, bezrobotni, doktoranci, doktorzy, profesorowie, sprzątaczki, technicy różnych fachów. Tych było chyba najwięcej. Liceum, z całą otoczką budowania kariery, wpisywało się w marzenia rodziców o wielkości dzieci. Czasem młodzi mieli swoje zaszczepione, wygenerowane, przemyślane i realizowane plany. Ja miałem jeden - skończyć studia. Nie wykraczało to poza ramy kilku kolejnych lat i w dopowiedzeniu jedynie rozumiane było jako szczęśliwe dostatnie życie. To takie wchodzenie o krok wyżej w rozumieniu funkcjonowania świata. Ja chcę przeskoczyć dwa poziomy. Może nawet trzy. Szczęśliwy w życiu, które obfituje w niespodzianki, bezpieczny w przekonaniu o wartości swojego życia. Praca jako uboczny skutek, płaca, która nie stanowi wartości samej w sobie.
To jest szczęście.
A przeskakuj nawet o 3 poziomy i tak znajdzie się jakiś gnojek który będzie od Twojego syna żulił 20gr pod szkołą:) na szczęście zbrojne ramię władzy do tego czasu będzie już w pogotowiu a i płaca wtedy będzie wartością samą w sobie:P
OdpowiedzUsuń